> A rybki to owszem, nadziane na ostry kijek i upieczone nad
> ognichem...mniammm. Mozna je natrzec ziolkami a po upieczeniu maselkiem
> potraktowac...
No tera wiem, paluchy mi śmierdziały żabami po takim ognichu przez trzy dni,
bo rybki nadziewałem na TĘPY kijek, a nie na ostry. A po co zioła?
>Tylko najpierw trzeba je zlowic ;-)
Wcale nie trzeba. Można kupić. Albo wychachmęcić (czyjakośtak) od
tubylców.
>Zazwyczaj wszystko co
> udawalo mi sie zlowic nadawalo sie najwyzej na dwa gryzy ;-)... wiec
wracalo
> do wody...
Nadgryzione????
> Och a o tych ziemniaczkach zapomnialam... Przy pierwszym nadarzajacym sie
> polu ziemniaczkowym zrobie sobie maly postoj... podobno kradzione
> najlepiej smakuje ;-)
A skąd wiesz czy kradzione??? A jeśli to na gruntach agencji rolnej czy
jakjejtam - to z majątku narodowego, czyli - NASZE WSPÓLNE!!!!!!!
(jednego ziemniaczka dla mnie proszę zostawić).
wiechu