> Po sobotnim leniuchowaniu z Michałem na BugoNarwi, niedzielne pływanie
> zapowiadało się już inaczej z racji towarzystwa. Kazik i Wojtek, to już
> zupełnie inna filozofia kajakowania. Żadnej relaksacji, ranne wstawanie,
> wiosło w garść i do przodu. Założyłem ostrą jazdę i aby mieć szansę
na,
> przynajmniej kilkakrotne, wyjęcie aparatu fotograficznego, zabrałem ze
> sobą
> Calabrię, dłuższą ponad metr od Kazikowego Chello. Udało mi się
również
> wynegocjować przesunięcie godziny spotkania na 6.45, tak aby zdążyć
> spełnić
> obywatelski obowiązek w punkcie wyborczym. Tutaj muszę zdradzić, że Kazik
> ostatnio zaczął studiować podręcznik >Szkoła Turystyki Kajakowej<
> autorstwa
> Zygmunta Skibickiego i bzdury, jakie są tam powypisywane, stały się
> przyczyną
> jego nocnych koszmarów, uniemożliwiających mu spanie.
> Zaplanowaliśmy start z Mokobód, ale skoro byliśmy tam przed godziną 9.00,
> pomknęliśmy dalej do Kisielan, było nie było, rodowej wsi sołtysów
gminy
> Mokobody. Według Atlasu Hydrograficznego, miało to wydłużyć trasę o
jakieś
> 8
> km.
> Samochód zostawiliśmy na parkingu przy Domu Dziecka i o 9.30 byliśmy już
> na
> wodzie. Mimo grzejącego słońca było bardzo rześko. Liwiec na tym odcinku
> okazał się rzeką spławną, nawet dla kajaków dwuosobowych.
> Rzeka łagodnie kręci pośród łąk, od czasu do czasu wpływając w
szpaler
> drzew
> lub pomiędzy łozy. Na tym odcinku, praktycznie nie ma żadnych przeszkód w
> korycie rzeki. Kiedy zaczęliśmy komentować, że będzie obciach, pojawiła
> się
> pierwsza łatwa zwałka. Podobnie do samego Zaliwia, gdzie na obrzeżu lasku
> zjedliśmy śniadanie.
> Namawiałem chłopaków, żeby w Zaliwiu Piegatkach odwiedzić najlepszego
> masarza
> w gminie Mokobody, ale oni wyciągnęli swoje pudła z ryżem i nie było
> dyskusji.
> Wiadomo było, kto tu poważnie podszedł do tematu odżywiania na spływie.
> Odcinek do ujścia rzeki Kostrzyń, okazał się najciekawszy. Na początku
> ciekawostki jak zwalone nadbrzeżne drzewo ze skarpą wysoką na trzy metry,
> czy
> metrowej szerokości drzewo solidnie nadgryzione przez bobry. Następnie
> Liwiec
> zwęził wyraźnie swe koryto i tak ostro meandrował na łąkach, że
zacząłem
> mieć
> problemy z płynnym przepływaniem kolejnych ósemek i musiałem się
solidnie
> przyłożyć do wiosłowania, aby nadążać za chłopakami w swoim
>długasie<. O
> prawdziwych zwałkach już nie wspomnę. Tutaj już nie musieliśmy się
> wstydzić
> wyboru szlaku. Nikt nam nie zarzuci, że płynęliśmy autostradą.
> Dodatkowym urozmaiceniem tego odcinka było nagłe pojawienie się pośród
> łąk,
> sielskiego obrazka gospodarstwa z gniazdem bocianim na stodole. Był to
> początek zabudowań wsi Wólka Proszowska.
> Za miejscowością wszystko wróciło do normy, meander za meandrem, tyle,
że
> czasem pojawił się jakiś lasek.
> I tak aż do Kostrzynia, Dalej Liwiec zaczął płynąć stosownie do swojej
> nazwy.
> Szeroko rozlana rzeka doprowadziła nas do łąk Wyszkowa a za kierunkowskaz
> służyła sylwetka kościoła.
> Przy moście zrobiliśmy następny popas, a przerwę wykorzystaliśmy na
sondaż
> wyborczy w miejscowym barze.
> Dowiedzieliśmy się, że nie ma, na kogo głosować, odkąd zrezygnował
> Włodzimierz
> Cimoszewicz (wiadomo swój - krajan). Jedynym, który został do rozważenia
> to
> Andrzej Lepper. W każdym bądź razie bufetowa gorąco nas zapewniła, że
> będzie
> głosowała. A żeby nie było żadnych wątpliwości, informuję, że
kupiliśmy
> tam
> słodycze o nazwie Kittie Cat.
> Dalszy odcinek Liwca to szeroko rozlana rzeka o dość wysokich brzegach,
> łagodnie schodzących do wody.
> Muszę tutaj napisać, że zaskoczył nas brak na tym odcinku Liwca, tzw.
> głupich
> mostków. Te, które się znajdowały na początku trasy, były poprowadzone
> wysoko
> nad lustrem wody, zaś te na szerokim korycie były zaopatrzone w uchylne
> segmenty. Zupełnie inaczej niż w relacjach z kierunku północnego.
> W pewnym momencie, na końcu długiej niecki odchodzącej od rzeki, pojawia
> się
> wieża zamku w Liwie. Zlekceważyłem to miejsce, a było stamtąd
> najładniejsze
> ujęcie zamku. Oczywiście robiłem fotografie tego zamku z kilku innych
> miejsc,
> ale ta niecka ładnie się komponowała z zabytkiem.
> Od zamku to już wyścig, sprowokowany przez Kazika. Kończymy przy
Zajeździe
> na
> Liwskich Mostach w Węgrowie, gdzie czekał na nas samochód. W sumie
> przepłynęliśmy 36,5 kilometra.
>
> Letman
>
>
> --
> Wysłano z serwisu OnetNiusy:
http://niusy.onet.pl